Przypadek chciał, że dojechałem do Mandalay o 3 nad ranem. Co można zrobić o tej godzinie? Chyba tylko stąd uciec. Wsiadam z moim plecakiem na moto-taksówkę. W ciemności nocy przemierzamy gigantyczne miasto w kierunku stacji kolejowej. Ku mojemu zdziwieniu już o tej godzinie panuje tu wielki chaos. Około 70 Birmańczyków stoi przy jednej kasie. Grzecznie…

Czytaj więcej

Do Kalaw dojedziemy dwupiętrowym pickup’em. W sumie to zwykły pickup, z tą różnicą, że ludzie siedzą na dachu. Z ciekawostek kulturowych, tutejsze kobiety nie powinny siadać na dachu, bo to “nie stosowne”. Samochód cały czas się przegrzewa, ale sytuacja jest pod kontrolą, póki regularnie dolewamy wody. To ciasna i wyboista podróż pełna cierpień, ale czego…

Czytaj więcej

Kolejny wyjątkowo gorący poranek. Człowiek zalewa się potem od samej czynności jedzenia śniadania o 7.30 rano. Ten dzień przeznaczamy na zwiedzanie okolic Hpa-an na naszych wydających z siebie ostatnie tchnienia skuterach. To odludne tereny, pełne wapiennych gór i jaskiń. Łatwo się zgubić w gąszczu tras dojazdowych, ale równie łatwo znaleźć pomocnych localesów. Nawet 3-letnia dziewczynka…

Czytaj więcej

W Mawlamyine udaje nam się wynająć pokój już od szóstej rano. Trochę niestandardowo, jednak w Breeze Guest House jest to możliwe. Bierzemy się za zwiedzanie okolicy na skuterach. Codzienne życie mieszkańców miasta koncentruje się wokół targowiska pełnego drobnych stoisk usługowych, rodzinnych restauracji i sprzedawców mniej lub bardziej potrzebnych produktów. Z północy na południe przez kilka…

Czytaj więcej

Przedostanie się drogą lądową do Myanmaru, czyli dawnej Birmy, chodziło mi po głowie od pierwszej podróży po Azji Płd. Wschodniej. Granice lądowe zaczęto dopiero otwierać w ciągu ostatnich kilku lat, a południowa część kraju pozostawała w znacznej izolacji od świata aż do sierpnia 2013 roku. Dziś możemy „łatwo” przedostać się z Kanchanaburi w Tajlandii do…

Czytaj więcej

Ruszamy na południe. Eurovelo 6 to szlak prowadzący od atlantyckiego wybrzeża we Francji do Morza Czarnego zgodnie z biegiem Dunaju. Naszym celem będzie pokonanie serbskiego odcinka tej trasy, potocznie zwanej EV6. Startujemy z węgierskiej miejscowości Baja. Upraszczamy logistykę najzwyczajniej zostawiając samochód na placu przy hotelu Duna i wsiadamy na rowery.   Pierwszy odcinek prowadzi przez…

Czytaj więcej

W końcu Ocean Indyjski Dwa tysiące kilometrów łączące Jezioro Wiktorii z Oceanem Indyjskim pokonaliśmy na rowerach kilka dni przed planowanym przybyciem. Wykorzystujemy ten czas jeżdżąc po okolicy Diani Beach, kąpiąc się, nurkując i oglądając wschody słońca nad oceanem. Diani Beach Jednego dnnia odwiedzamy Raptile Center, hodowlę gadów i płazów prowadzoną przez Steve’a. Pokazuje nam niektóre…

Czytaj więcej

Życie nie jest łatwe na Taita Hills Robi się coraz goręcej. Oddaliśmy już kolejne 1000 metrów wysokości i pod koniec dnia znajdujemy się zaledwie na 750 metrach n.p.m. Przed nami Tsavo National Park West, znany potocznie jako Park Ludojadów. Zgodnie z sugestią Richarda Trillo, nieocenienie pomocnego podróżnika i autora przewodnika The Rough Guide to Kenya,…

Czytaj więcej

Kenijska strona Mt. Kilimanjaro Policjanci na przydrożnym posterunku zapewniają, że w tej porze roku wzdłuż drogi C102 prowadzącej w stronę Kilimandżaro nie powinniśmy natrafić na niebezpieczne zwierzęta. Co kilka kilometrów dostrzegamy porozrzucane maleńkie wioski z mieszkańcami trudniącymi się hodowlą bydła. To koniec pory suchej, więc napotykamy wyschnięte koryta rzek, puste jeziora i stawy, na dnie…

Czytaj więcej

Dyrektor szkoły i jego “pulpit” Nowo wybudowana droga asfaltowa ciągnie się góra-dół-góra-dół przez kolejne 40 kilometrów od miejscowości Narok. W końcu zjeżdżamy na glinianą nawierzchnię. Na jednym z targowisk zaopatrujemy się w pieczoną kukurydzę, mango i banany. W dół i pod górę, w dół i pod górę…. Spotkanie w szkole podstawowej Po kolejnej godzinie jazdy…

Czytaj więcej

Krótka przerwa w wiosce Z każdym dniem uczymy się i poznajemy coraz więcej zachowań afrykańskich zwierząt. Przemierzamy ziemię Masajów i przez znakomitą większość czasu jest to totalne odludzie. Obserwując otoczenie widzę tylko uciekające antylopy, czające się w oddali w guźce, zebry odpoczywające w cieniu drzewa i dumnie spoglądające na nas żyrafy, których sylwetki nie sposób…

Czytaj więcej

Afryka, którą zawsze chciałem zobaczyć O godzinie 6:30 pojawia się różowa poświata na horyzoncie. Mieszkańcy ostatnio odwiedzanych wiosek zapewniali nas, że podążając rowerami na południe spotkamy wiele dzikich zwierząt. Słuchamy z niedowierzaniem, ale oni wciąż powtarzają, yes, zebras, giraffes, too many, too many,… Signe się uśmiecha i retorycznie mnie pyta: ciekawe czy żyraf i zebr…

Czytaj więcej

Samotne drzewo wśród herbaty Wśród trzciny cukrowej Nasza rozklekotana, pełna kurzu droga przecina gigantyczne plantacje trzciny cukrowej. Ruch jest znikomy, ale późniejszym popołudniem pojawiają się traktory obładowane trzciną cukrową. Po ciężkich godzinach pracy w słońcu pracownicy zwożą żniwa do jednej z kilku cukrowni w tej okolicy. Odnajdujemy prywatną, bogato urządzoną i wystawną posesję przy Makutano…

Czytaj więcej

Dom w wiosce Chamasiri Przejście graniczne w Lwakhakha, mimo że nie istnieje na wielu mapach, to jak afrykańskie warunki przebiega bezproblemowo. Opuszczając zamęt przygraniczny szybko okazuje się, że prowincja Western to ziemia przyjaznych i uśmiechniętych ludzi z plemienia Teso. Pedałujemy kolejne kilkanaście kilometrów i dojeżdżamy do wioski Chamasiri, w której poznajemy rodzinę Emoit. To pokaźna…

Czytaj więcej

Pedałując w Mabira Forest Reserve Droga wyjazdowa z Kampali okazuje się nie najgorsza, więc pierwsze 65 kilometrów do Mabira Forest Reserve przejeżdżamy bardzo sprawnie. Po drodze przypomina mi się, aby kupić tabletki na malarię. W przypadkowej wiosce aptekarz proponuje mi 20 małych zielonych pastylek (przypominających Skittles) w cenie 2 euro na 3 tygodnie podróży. Jak…

Czytaj więcej

Pakujemy się o 6:30, przed świtem, który w Ugandzie nastaje dopiero o 7.00. Jeszcze w półmroku słychać głosy dobiegające ze stoisk z ulicznymi przekąskami. W powietrzu unosi się zapach pieczonych chapati, placków z mąki kukurydzianej. Na jednym ze stoisk na drewnianej tabliczce sprzedawca wyrysował kredą „ROLEX 1900 Ush”. Okazuje się, że realna jest możliwość kupna…

Czytaj więcej

Od pierwszych chwil analizuję miliony anonimowych świateł nie kończących się na horyzoncie. Zabudowania miejskie sięgają bezkresnej przestrzeni po obu brzegach Cieśniny Bosfor łączącej Półwysep Bałkański z Azją Mniejszą. Stambuł zyskuje w ten sposób status jedynego miasta na świecie położonego na dwóch kontynentach. Maşallah! To nie stolica Turcji, ale jej największe miasto. Ponad 14 milionów mieszkańców…

Czytaj więcej

Przyjeżdżamy do Santiago de Cuba. Okolice wyglądają, jakby przeszedł tędy huragan. No właśnie, bo przeszedł! Połamane drzewa i powyrywane dachy to obecny krajobraz na przedmieściach drugiego największego miasta na wyspie. Aby zapobiec epidemii cholery, przed każdym lokalem przeprowadzana jest potrójna dezynfekcja rąk roztworem chloru, nie sprzedaje się refresco (napojów z saturatorów) ani lodów. Ale przecież…

Czytaj więcej

Nocujemy w namiocie nad skalnym wybrzeżem. O poranku dostrzegam kilka osób z płetwami i maską do nurkowania. To łowcy langust. Pomysł na nietypowe śniadanie pojawia się sam. Dojeżdżając do pobliskiego miasteczka w jednej z knajp zagadujemy kucharza. To uczynny człowiek, z chęcią przygotowuje nam langusty wedle swojego improwizowanego przepisu. Tego dnia mój rower psuje się…

Czytaj więcej

  Klasyka gatunku Jednym z popularniejszych dań na Kubie jest pan con hamburguesa, czyli hamburger. Z reguły podgrzewany jest w całości na opiekaczu w taki sposób, że mięso jest zawsze zimne, prawie jak z lodówki. Tak się składa, że obsługa w firmach państwowych (czyli prawie wszystkich) jest maksymalnie spowolniona i rzadko kiedy wysokiej jakości. Chillout…

Czytaj więcej