Gran Canaria to jedna z Wysp Kanaryjskich, trzecia co do wielkości, a patrząc na kształt, zdecydowanie najbardziej okrągła. Często kojarzona jest z popularnym miejscem ucieczki przed zimą. Szczególnie wśród mieszkańców Europy północnej. Jak pojechać w takie miejsce, aby nie stać się jednym z miliona turystów?

Roque Nublo

Moja siostra Luiza po wielu latach mieszkania w Berlinie stwierdziła, że “w Niemczech ludzie zamiast spotykać się ze znajomymi i korzystać z życia, tylko się stresują pracą i martwią tym, że muszą spłacić nowego mercedesa”.

Po tym stwierdzeniu pozbyła się wszystkiego co nie mieściło się do walizki i wyjechała na Gran Canarię, aby surfować i korzystać z dobrej pogody przez większą część roku. Odkąd się tam przeprowadziła wiedziałem, że prędzej czy później będzie okazja na odwiedziny.

Nie myśląc zbyt długo, zbieramy całą familię grande i lecimy na Gran Canarie.

Luiza mieszka w Las Palmas, stolicy i największym mieście wyspy. Tuż przy plaży, a zaledwie krótki spacer do popularnych spotów surfingowych. Wieczorami poznajemy miasto, zakamarki i lokalne knajpy, a w ciągu dnia zwiedzamy wyspę.

Na samym środku wyspy, w rejonie Tejeda wyruszamy na szlak prowadzący do Pico de las Nieves – drugiego najwyższego szczytu wyspy 1949 m n.p.m., a także ciekawą formację skalną Roque Nublo na wysokości 1813 m (trzeci najwyższy punkt).

Zaliczając kilka z utartych szlaków, można oddać się dalszym eksploracjom. Tereny są fantastyczne, wyspa w większości górzysta i z pełną wegetacją, ale też obszary mocno skalne, pustynne, płaskie czy nawet przepaście. Do tego plaże i pustynne wydmy. Plakietka kontynent w miniaturze chyba zasłużona.

Szlaki w rejonie Tejeda, Gran Canaria
Pico de las Nieves, “Śnieżny Szczyt”

Na całej wyspie bez wątpienia jest co robić w ciągu dnia. Najlepszy i najłatwiejszy sposób przemieszczania się to wynajem samochodu, ale w razie czego (szczególnie planując trasy z A do B, zamiast tras rozpoczynających się i kończących w tym samym miejscu) można też skorzystać ze stosunkowo dobrze funkcjonującej sieci połączeń autobusowych.

Gdy trening czy szlak pieszy zrobiony, nastaje pora, aby poznać różne dzielnice Las Palmas albo też małe klimatyczne miasteczka porozrzucane po wyspie. Warto usiąść w mniej lub bardziej przypadkowej knajpie, aby skosztować typowej kanaryjskiej kuchni. To nie tylko papas arrugadas, czyli ziemniaczki w pomarszczonych skórkach serwowane z zielonym bądź czerwonym chilli czosnkowym sosem mojo. To przede wszystkim duży wybór owoców morza, ryb, a także lokalnych interpretacji paelli i innych popularnych dań z Hiszpanii kontynentalnej, które tutaj doczekały się ciekawych odsłon.

Atmosfera świąteczna panuje również na wyspach, ale czy Św. Mikołajowi nie jest za gorąco?

Podczas pobytu w Las Palmas w ogóle nie odczuwa się przebywania na jednej z najbardziej turystycznych wysp świata. Wszystko jest autentycznie kanaryjskie i tętniące codziennym życiem mieszkańców. Może to trochę przez pryzmat lokalnych znajomych Luizy i tego, że wiedzieliśmy gdzie, co kiedy i jak.

Drugim biegunem jest Maspalomas. Miejsce przypomina trochę getto dla plażowiczów i typowy nadmorski kurort. Przypuszczam że to właśnie zdecydowana większość odwiedzających wybiera właśnie w ten rejon. Ludzie jednak pragną doświadczyć wyspy tak jak z reklamy, na leżaku, w pełnym słońcu, z watą cukrową i kolorowym drinkiem z palemką w ręku.

Jest jednak co najmniej jeden dobry powód by tu przyjechać na kilka godzin. Pustynne wydmy!

Maspalomas Dunes nature reserve, Gran Canaria, Spain
Rzeźby w piasku, na szczęście poza zasięgiem przypływu :)
Grudniowa aura w Las Palmas

Fragmenty wyspy mamy obadane. Pozostaje zaplanować kolejną wiztę, aby podczas ultramaratonu Transgrancanaria na dystanse 128km biegnącym z Las Palmas na północy przez środek do południowego brzegu w Maspalomas zobaczyć, jak ten cały zmienny krajobraz układa się w jedną całość!