Skip to content
Travel stories to discover

Rowerem przez ziemię Masajów

Krótka przerwa w wiosceKrótka przerwa w wiosce

Z każdym dniem uczymy się i poznajemy coraz więcej zachowań afrykańskich zwierząt. Przemierzamy ziemię Masajów i przez znakomitą większość czasu jest to totalne odludzie. Obserwując otoczenie widzę tylko uciekające antylopy, czające się w oddali w guźce, zebry odpoczywające w cieniu drzewa i dumnie spoglądające na nas żyrafy, których sylwetki nie sposób przeoczyć na tej płaskiej sawannie nawet z kilometra. Taki dziś dzień, że co parę kilometrów musimy łatać dętki, ale w towarzystwie mieszkańców sawanny sprawia to nawet przyjemność.

W cieniu drzewa

W cieniu drzewa

Bike fixie-fixie

Podążamy naturalnie ukształtowanym korytarzem, wzdłuż którego swobodnie przemieszczają się lwy i bawoły. Podobno zwierzęta najbardziej drapieżne mają zwyczaj odpoczywać w ciągu dnia, aby zachować energię na nocne łowy. Jednak dla bezpieczeństwa wyciągam maczetę i umieszczam ją w poręcznym miejscu na bagażniku. Nie wiem czy to ma jakiekolwiek znaczenie, ale psychologicznie pomaga. Spokoju dodaje też nieograniczona widoczność i rzeźba terenu. Cały obszar jest nisko porośnięty i płaski jak patelnia.

Żyrafa na horyzoncie
Żyrafa na horyzoncie

Dojeżdżamy do Junction Alkimitare. Kolejne kilkadziesiąt kilometrów teren będzie bardziej zróżnicowany, ale cały czas to odludzie. Przez pewien odcinek trasy prowadzi nas motor jadący tak jak my, na wschód. Mijamy pustelnicze postacie z wielkimi stadami krów, kóz i owiec.

Aquaguard, our daily source of clean water

Aquaguard, codzienne źródło czystej wody

Pierwsza napotkana osada ogrodzona wyschniętymi krzewami to nasza jedyna opcja na bezpieczne spędzenie nocy. Syn założyciela wioski wskazuje nam miejsce na namiot, a zaledwie sto metrów od osady jest małe źródło wody (a uściślając, mętna sadzawka), gdzie możemy się opłukać, a nawet wykąpać.

Tiny Masai village

Nasz gospodarz posiada dwie żony, kilkanaścioro dzieci i parę wnucząt. To wszyscy mieszkańcy tej liczącej kilka domów maleńkiej wioski. Prawdziwy, żyjący zgodnie z tradycją Masaj poślubi żonę tylko z tego samego plemienia i tylko, gdy obie rodziny się znają. Może posiadać nie więcej niż pięć żon. Wszyscy mieszkańcy tej osady trudnią się hodowlą bydła. Jeszcze 10 lat temu, gdy tu przybyli, posiadali zaledwie 20 krów, ale dziś zrobiło się już ponad 200. Zaganianie bydła na noc to codzienny obowiązek mieszkańców sawanny ze względu na żyjące tutaj niebezpieczne zwierzęta.

Masai woman

Na kolację w jednej z chatek jemy ryż z fasolą i ziemniakami. Wypytuję gospodarzy o to jak radzą sobie w sytuacji, gdy w ciągu dnia nad stadem krów pojawi się lew. Młody Masaj bierze łyk herbaty ze świeżym tłustym mlekiem i odpowiada: „Posiadamy włócznię”. Po chwili jego brat przynosi z pomieszczenia obok prawdziwą, około półtorametrową metalową włócznię. Widząc moje zaskoczenie, sięga po kolejny rekwizyt „A to jest łuk, którym możemy strzelać z dystansu”. Prawdziwy własnej produkcji łuk do strzelania do lwów!

A short stop in a village on the way

W nocy budzę się kilka razy, a idąc się przejść, spotykam jednego z synów gospodarza, który obserwuje czy do osady nie zbliżają się lwy. Widzimy tylko małe stado zebr w odległości około stu metrów, dobrze widoczne w świetle księżyca bliskiego pełni.

Po pewnym czasie na niebie pojawia się poświata, co zapowiada zbliżający się wschód słońca. Mieszkańcy wstają i rozpoczynają dzień od wyprowadzania bydła.

Dowiadujemy się, że budowa domu z błota zmieszanego z wodą i krowimi plackami przeciętnie trwa 2 tygodnie. Udział własny w kosztach to 0 szylingów kenijskich, podobnie jak udział kredytu bankowego – również 0. Potrzeba tylko czasu i rąk do pracy.

Family run restaurant

Rodzinna restauracja

A girl waiting for morning cup of tea

Droga C13 ciągnie się dalej, cały czas wyboista i kamienista. Niekiedy pojawiają się wąskie ścieżki objazdowe dla rowerów. Zmienia się też krajobraz, coraz bardziej przypomina Dziki Zachód: kaktusy, pustelnicze domostwa z desek, półpustynia. Jedyna różnica, to że zamiast kowbojów i rewolwerów, spotykamy Masajów z włóczniami poubieranych w kolorowe dzianiny shúkà.

Wild West
Kenijski Dziki Zachód

W końcu po raz pierwszy od prawie tygodnia pojawia się droga asfaltowa. To też nie ułatwia sprawy, bo pobocze jest pełne cierni, co sprawia, że kilkukrotnie musimy łatać dętki.

Elderly Masai in Alkimitare Junction

Starszy Masai, Alkimitare Junction

Dojeżdżamy do Narok i tu przekonujemy zarząd baru piknikowego Nyama Choma Tayari, że to nie tylko bar piknikowy, ale także miejsce, gdzie można rozbić namiot i przenocować.

Zamawiam zimne piwo i się nim delektuję obserwując jak Signe praktykuje łatanie dętki. O poranku okazuje się, że łatka została przez nią dobrze przyklejona, ale w złym miejscu.

Jak mówi afrykańskie przysłowie „You learn how to cut down trees by cutting them down”.

You learn to cut down trees by cutting them down

Scroll To Top