Ludzie nad Mekongiem

Kompleks świątyń w Kampong Cham nad Mekongiem

Kowal pracuje sam, żona zajmuje się ich dzieckiem, a przyjaciel rodziny siedzi od kilkunastu minut w niezmienionej pozycji, z bezmyślnym, odłączonym od rzeczywistości wyrazem twarzy popija herbatę, zawija rękoma i niewzruszenie pali kolejnego mocnego papierosa. Wyjeżdżając nieco poza miasto poznajemy Mr. Peck’a, który tuż nad rzeką Mekong. Jego dom to tradycyjna drewniana konstrukcja na palach, w kontraście do innych, równie licznych domostw unoszących się bezpośrednio na rzece w zależności od poziomu wody.

Przy domu znajduje się prosty warsztat. Z zaciekawieniem przyglądam się obróbce metalu. Pomagam nagrzewać żelastwo, aby rozgrzane do czerwoności z pomocą młota i kowadła stopniowo nabierało pożądanego kształtu. Po długich staraniach powstaje narzędzie rolnicze przypominające motykę. Obróbka metalu to długotrwały i pracochłonny proces.

Okolice Kampong Cham zwiedzamy na rowerach. Ulice są zalane do tego stopnia, że woda momentami zalewa koła do piast.

Przyjaciel kowala, niezwykle pasywna i bezstronna postać

Przekraczając rzekę dopada nas kolejna ulewa. W ostatniej chwili zdążam schować aparat i moją ostatnią koszulkę do wodoszczelnej torby. Przemakamy do suchej nitki, ale chyba właśnie oto chodziło. W końcu nie na co dzień jest okazja przemoknąć w tropikalnym, ciepłym deszczu na moście nad rzeką Mekong!

O poranku udajemy się do świątyń Phnom Bpros i Phnom Srei. Główna droga prowadząca do Phnom Penh pełna jest głębokich kałuż i pędzących ciężarówek. Panuje tutaj umowna zasada ruchu prawostronnego, lecz często jest łamana. Zwyczajowym ułatwieniem jest przyjęta dodatkowa zasada, że jadący pod prąd na ogół trzyma się zewnętrznej strony jezdni.

Phnom Bpros i Phnom Srei to dwie świątynie, w wolnym tłumaczeniu “Góra Kobiet” i “Góra Mężczyzn”. Jak głosi legenda, w starożytnych czasach to kobiety musiały oświadczać się przyszłym narzeczonym. Znudzone i zmęczone tym zwyczajem wyzwały mężczyzn na pojedynek. Kto wybuduje wspanialszą świątynie wygra prawo do uzyskiwania oświadczyn od płci przeciwnej.

Przegrywając, przebiegłe kobiety rozpaliły ognisko, a mężczyźni myśląc, że to wschodzące słońce – czyli oto nastaje nowy dzień, poszli spać w triumfalnym nastroju. Kobiety dokończyły budowlę dalszej części i w ten sprytny sposób wygrały pojedynek.

Zalane ulice to codzienność w porze deszczowej

Tuż nad Mekongiem wchodzimy do kompleksu klasztornego. Jest środek tygodnia, więc mnisi zajmują się codziennymi obowiązkami. Ktoś uczy się angielskiego, inni robią pranie i wywieszają pomarańczowe szaty. Spotykamy się z niezwykłą gościnnością, gdy jeden z mnichów zaprasza nas na śniadanie. Jedząc słodkie ciastka, bułki i popijając herbatę rozmawiamy o realiach życia w klasztorze. I w tym momencie myślę sobie, że Kampong Cham to jedno z wielu rzadko odwiedzanych miejsc, które w zupełnie nieoczekiwany sposób potrafi zaskoczyć.

kh mekong