Kolejny wyjątkowo gorący poranek. Człowiek zalewa się potem od samej czynności jedzenia śniadania o 7.30 rano. Ten dzień przeznaczamy na zwiedzanie okolic Hpa-an na naszych wydających z siebie ostatnie tchnienia skuterach. To odludne tereny, pełne wapiennych gór i jaskiń. Łatwo się zgubić w gąszczu tras dojazdowych, ale równie łatwo znaleźć pomocnych localesów. Nawet 3-letnia dziewczynka potrafiła wskazać nam kierunek, którego szukamy.

Wspinamy się na Mt. Zwegabin, wzniesienie liczące niecałe 900 metrów. Mijamy pewien klasztor i idziemy jeszcze ku górze, ale jest tak piekielnie gorąco, że w końcu się wycofujemy przed szczytem, dosłownie o dwa kroki przed zagładą z przegrzania.

Towarzyszą nam góry wapienne porośnięte tropikalną roślinnością i odgłosy insektów, szum wiatru i palące słońce, buddyjskie obrzędy religijne z głośną muzyką i około 1150 statuetek Buddy w jednym miejscu!

Po drodze zatrzymujemy się przy wodospadzie, gdzie kilkadziesiąt lokalnych dzieci jednocześnie krzyczy i skacze do wody. W końcu odnajdujemy poszukiwane jaskinie. Pierwsza z nich, Kawgun Cave, przypomina bardziej zagłębienie w skale niż jaskinię, ale znajduje się tutaj mnóstwo rzeźb i posągów Buddy z VII wieku. Ciekawsza jest jaskinia Yathaypyan Cave. Znacznie większa, pełna zakamarków i nietoperzy. Po kilku minutach docieramy do punktu widokowego i tuż po zachodzie nastaje prawie całkowita ciemność.

Kolejnego dnia przeprawiamy się łodzią na małą wyspę na rzece Thanlyin, aby wspiąć się na górę Hpan Pu. To punkt widokowy z którego można podziwiać całą okolicę Hpa-an: deltę rzeki, przyległe wioski, pola ryżowe i odległe szczyty wapienne. Mając całą tą okolicę do wglądu, na szczycie postanawiamy: kierunek północ.