Temperatura zbliża się do -40ºC

Środkowa Norwegia to najzimniejsze miejsce w Europie. Wbrew pozornej logice przemieszczając się jeszcze bardziej na północ znajdziemy się w zasięgu ciepłego prądu meksykańskiego, który sprawia, że Morza Barentsa i Morze Norweskie nigdy nie zamarzają, a temperatura powietrza ma małe wahania w ciągu roku. W Gålå sytuacja wygląda inaczej. Temperatury podczas spędzonej tutaj zimy utrzymywały się w przedziale od 10 do 30 stopni mrozu, zdarzały się czasem cieplejsze dni, ale bywało i zimniej. W styczniu przez ponad pół miesiąca słupek rtęci ani na moment nie wspiął się nad poziom minus 30, kulminacja i ekstremum miały miejsce, gdy na parę dni zawitał do mróz 40 stopni Celsjusza.

Zmiana punktu widzenia

W przedziale od -5 do około -20 przy stosunkowo niskiej wilgotności organizm nie odczuwa znacznej różnicy temperatur, oddycha się bez problemu i można cały dzień spędzić na powietrzu, a po jakimś czasie nawet się do tego przyzwyczaić.

Przy spadku temperatury do -25 pojawiają się trudności w oddychaniu (niebezpieczeństwo wychłodzenia organizmu przy zwiększonym wysiłku fizycznym poprzez wdychanie zbyt chłodnego powietrza).

Dalsze ochłodzenie do okolic -30 lub -35 stopni sprawia, że jakikolwiek wysiłek wymagający przyśpieszonego oddychania przypomina wdychanie małych kryształków lodu (wilgoć zawarta w ustach w połączeniu z zimnym powietrzem zamarza).


Środek norweskiej zimy

Przy -40 pojawiają się znaczne problemy. Zjeżdżając na biegówkach w takiej temperaturze przy prędkości 20 km/h moje łzawiące oczy natychmiast pokrywają się warstwą lodu. Kryształki lodu już nie są tylko wdychane, ale wbijają się w płuca. Twarz po kilku minutach nabiera białego koloru, a na brodzie, rzęsach i powiekach pojawia się szron. To temperatura, przy której nie jest możliwy zwiększony wysiłek fizyczny.

Na własnej skórze

Mróz -25 stopni też potrafi być bardzo niebezpieczny. Pewnego dnia uczyłem cały dzień jeździć na nartach. Zamiast wykorzystać każdą przerwę między zajęciami by się ogrzać, jak każdy rozsądny człowiek by to zrobił, za każdym razem robiłem szybką przesiadkę, żeby pojeździć na snowboardzie i nie zauważyłem przemoczonych skarpetek, które już w tym momencie były zamarznięte, razem z moimi palcami.

"Dam ci trzy dobre rady" – rozpoczyna zdanie Yngve, ubrany w grubą czapkę, wełnianą odzież i ocieplane buty Norweg z krwi i kości, niegdyś szalony hipis, a obecnie ekspert od mrozów i pracujący na wyciągu entuzjasta gór. "Wool, wool, wool". Tylko wełniana odzież jest kluczem do sukcesu w walce z prawdziwymi mrozami.

Cztery stopnie odmrożenia


Charakterystyczne dla niskich temperatur płatki śniegu

Stopień I. Kolor czerwony. Najzwyklejsze odmrożenie, najczęściej przejawia się chwilowym utraceniem czucia w palcach, na nosie lub policzkach, które są zaczerwienione. Czasem trochę boli, ale wystarczy się ogrzać i po wszystkim

Stopień II.  Kolor biały. Człowiek to około 60% wody, która też może zamarznąć. Jeśli to ma się stać, to skóra przybiera kolor biały – jest to już bardzo niebezpieczne i zawsze widząc osobę na mrozie, której skóra nagle nabrała białego koloru, konieczne jest przeniesienie się do ciepłego miejsca i ogrzanie, w przeciwnym razie… stopień III.

Stopień III. Cała paleta kolorów. Częściowe obumarcie tkanki. Objawy to początkowe drętwienie, które przez kilka dni przechodzi w silny ból. Następnie puchnięcie i w efekcie powstanie pęcherza z płynem surowiczym. Skóra zmienia kolor, od białego przez czerwony, czarny po fioletowy. W moim przypadku całkowicie straciłem czucie w lewym dużym palcu u nogi, który nabrał rozmiarów piłki do ping-ponga, z pęcherza który powstał odsączono mi 3 cm3 płynu surowiczego (swoją drogą, to jakieś prawdziwe paskudztwo), na wydziale odmrożen w szpitalu w Lillehammer.

Stopień IV. Kolor czarny. Obumarcie tkanki. W przypadku ogólnego wychłodzenia organizmu i braku możliwości ogrzania odmrożenie III stopnia staję się jeszcze poważniejsze i następuje konieczność amputacji odmrożonej części ciała. To najgorszy wariant, ale nie da się nic już z tym zrobić.

Ludzki organizm jest tak skonstruowany, że różne części ciała mają określone priorytety w otrzymywaniu ciepła. Gdy brakuje nam energii na ogrzanie całego ciała w pierwszej kolejności odcinane od zasilania są ręce i nogi, następnie tułów (co już jest zagrożeniem dla życia), a na końcu wymagane dostawy ciepła przestają trafiać do głowy.

Czucie w palcu po odmrożeniu III stopnia odzyskałem dopiero po pół roku. Moment nieuwagi może mieć poważne konsekwencje, więc zachęcam dbać o odpowiednie przygotowanie do każdej wyprawy na mrozie. Oczywiście w żadnym wypadku nie odradzam mrozów. Mrozy są fantastyczne, podobnie jak każde ekstrema występujące w przyrodzie. Jak mówi lokalne przysłowie, "Nie ma czegoś takiego jak zła pogoda, to tylko ubiór może być nieodpowiedni" i przekazuję dalej mądrość uzyskaną od Yngve – wool, wool, wool.