Travel stories to discover

Czerwone wino, najlepsza wołowina i yerba mate

Kolory Buenos Aires

Przywołując w myślach Argentynę, przypominam sobie wszystkich ciepłych i prawdziwych ludzi jakich tutaj spotkałem. W mojej głowie pojawiają się barwne i intensywne wspomnienia. To kraj, gdzie każdy dzień rozpoczyna się od kilku porcji yerba mate, a jeszcze o poranku nie sposób przewidzieć, jak ten sam dzień dobiegnie końca. Dynamiczna i kwitnąca południowoamerykańska rzeczywistość w wydaniu argentyńskim to zgrabne połączenie latynoskiego temperamentu i europejskich obyczajów. A wołowina, bez cienia wątpliwości najlepsza na tym świecie i wodospady Iguazu, najdoskonalsze dzieło Matki Natury to dwa potężne asy w rękawie największego kraju Cono Sur.

Argentyna to trzeci największy na świecie producent wołowiny i drugi pod względem ilości spożywanego mięsa na mieszkańca. Przeciętny Argentyńczyk zjada rocznie 55 kg wołowiny! Szacuje się, że po argentyńskich stepach codziennie skubie trawę około 55 milionów sztuk bydła. Co więcej, aby chronić rynek lokalny i utrzymać ceny na niskim poziomie nałożono 15% podatek eksportowy. Jak wiadomo, dobrem komplementarnym do wołowiny jest doskonałe argentyńskie wino, które produkowane jest tutaj od kilkuset lat. Na terenie kraju znajduje się około 1800 winnic!

Fakt, to kraj wielki, ale tak jak wielki, tak i różnorodny. Przestrzeń, ludzie i przyroda współistnieją tutaj w doskonałych proporcjach.

Poznając rajski krajobraz wodospadów Iguazu dochodzę do miejsca, w którym z trzech stron otacza mnie spadającą w otchłań gigantyczna masa wody, która następnie unosi się w formie pary na wysokość ponad 100 metrów. Przypuszczam, że Garganta del Diablo (“Gardziel Diabła”) na wodospadach Iguazu to najbardziej czarująca scena, jaką można zobaczyć na naszej planecie. Lista członków klubu 7 cudów świata jest ograniczona, ale Iguazu nie może na niej zabraknąć. Nie bez powodu 11 listopada 2011 roku (11.11.11) argentyńsko-brazylijskie wodospady zostały wpisane na tą elitarną listę. Przypomniała mi się tabliczka mówiąca coś w rodzaju “Drogi przybyszu, nie próbuj opisać słowami tego co właśnie widzą twoje oczy, bowiem tylko twoje wnętrze jest w stanie to zrozumieć”.

Spędzam w okolicy kilka dni z grupką Argentyńczyków, którzy podobnie jak ja błądzą w poszukiwaniu przygód. Odwiedzamy małe miasteczka, śpimy w namiotach nad rzeką, pijemy yerba mate, jeździmy na deskorolce, jemy pierwszej klasy wołowinę, gramy na instrumentach przy ognisku (co prawda z tym mam spore problemy…) i skaczemy do wody, a wieczorną porą delektujemy się czerwonym winem. Cała prowincja Misiones ma pozytywną aurę.

Buenos Aires

Tętniące życie nocne w Buenos Aires

Kiedyś w Bangkoku poznałem Yam, Argentynkę mieszkającą w Buenos Aires. Przemierzając Amerykę Południową od Wenezueli na południe, miałem nadzieję, że pewnego dnia nastąpi kolejne spotkanie. Ten dzień stopniowo się zbliżał, a w końcu nastał. Plan na kolejny tydzień to zwiedzanie Buenos Aires w towarzystwie Yam i jej przyjaciół. A jak wiadomo, obcowanie z lokalesami to najlepszy sposób na poznawanie nowych miejsc.

Jednym z pierwszych dziwnych obyczajów, na które zwróciłem uwagę, jest całowanie się w policzki przy przywitaniu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, ale dotyczy to również mężczyzn!

Buenos Aires to olbrzymie miasto. Trudno mi określić jego dokładną wielkość lub do czegoś ją porównać, więc powiem tylko, że prognoza pogody podawana jest oddzielnie dla poszczególnych części miasta! Każda dzielnica utrzymuje swój klimat, a dotyczy to zdecydowanie nie tylko pogody.

Yam mieszka na spokojnym Colegiales, przeważają tutaj niskie zabudowania. Zaledwie krótki spacer lub jeszcze krótsza przejażdżka na rowerze dzieli nas od modnego Palermo z tysiącami kawiarenek, barów i restauracji rozproszonych w kilku strefach, przeplatanych ciemnymi uliczkami. Samo słowo Palermo to bardzo modny wyraz w Buenos Aires. Stąd też wiele miejsc nazwano w stylu “Palermo Cafe” itd. To dzielnica utrzymująca “alternatywną” i “modną” atmosferę, dlatego jest wyjątkowo popularna wśród młodych Argentyńczyków z wyższej klasy średniej, a także zagranicznych turystów. Wiele tradycyjnych zabudowań zostało przerobionych w sklepiki, klimatyczne kawiarenki, galerie i kluby tworzące wspólnie tą efektowną aurę.

Recoleta to dzielnica w centrum, słynna z wielu zabudowań historycznych o dużej dawce kunsztu artystycznego. To centrum kulturowe miasta, z jednej strony pełne ludzi, ale także cieszące się opinią luksusowej części mieszkalnej, gdzie nieruchomości osiągają jedne z najwyższych cen w mieście.

Nieopodal przebiega Avenida 9 de Julio, najszersza aleja świata. Analizując to miejsce, wydaje mi się, że ten prestiżowy tytuł został przyznany nieco pochopnie. Każda z siedmiopasmowych jezdni rozdzielona jest pasem zieleni, a dodatkowe ulice dojazdowe nie wyglądają jakby tworzyły całość. Ale niech im będzie, że jest najszersza.

Przygotowywanie asado

Od samego początku istnienia miasta, Buenos Aires miało problem z przyjmowaniem dużych statków ze względu na płytką wodę tuż przy brzegu rzeki Rio de la Plata. Z tego względu statki były rozładowywane rzece, a mniejsze barki oraz promy transportowały ludzi i towary do wybrzeża. Architekt Eduardo Madero pod koniec XIX wieku rozwiązał ten problem, który za sprawą kolejnych ulepszeń doprowadził do powstania portu oraz systemu doków i pomostów na brzegu Rio de la Plata. Puero Madero to dziś najbardziej luksusowa części miasta. To tutaj na początku XXI wieku powstały superekskluzywne apartamentowce sprzedawane wyłącznie całymi piętrami z przeszklonymi fasadami, których mieszkańcy rozkoszują się panoramicznym widokiem na miasto, otwartą przestrzeń rzeki i rozległy rezerwat przyrody.

Cały czas przemieszczamy się w jednym kierunku i za moment dotrzemy na San Telmo, a to najstarsza dzielnica Buenos Aires. Kolonialne budynki, zabytkowe kościoły, kawiarnie, salony tango i sklepy z antykami położone są wzdłuż brukowanych ulic, a to bardzo dobrze oddaje miejski charakter dawnego Buenos Aires.

La Boca to stylowa dzielnica, niegdyś zamieszkiwana wyłącznie przez imigrantów, zagubionych artystów i wizjonerów przyszłości szukających przygód, było to bezpieczne miejsce na zebranie sił przed przeniesieniem się w lepszą część miasta. Mimo, że obecnie to jedna wielka turystyczna atrakcja stylizowana na lata 20 i 30-ste, nadal na każdym kroku odczujemy intensywną nutę stylu życia osadników z Europy, w szczególności z Włoch. Wciąż jest to ostoja rozbrzmiewających muzyką klubów tango, której ulice zdobi niechlujnie powywieszana bielizna na sznurkach i pozbijane z desek okiennice. Punkt centralny stanowi Caminito (z hiszp. “mała uliczka”), niesamowicie kolorowa, tętniąca życiem alejka, którą z powodzeniem można nazwać ulicznym muzeum.

Pokonujemy łącznie setki kilometrów. I to chyba jest wystarczająco miarodajne, aby określić oczekiwania i ich zbieżność z weryfikacją empiryczna. Spodziewałem się południowoamerykańskiego, lepszego wydania Nowego Jorku. Buenos Aires, które zobaczyłem to gigantyczne miasto, którego dusza błądzi zagubiona po bezkresnych ulicach, rozproszona i pozornie nieuchwytna.

marzec 2012

Argentina