Travel stories to discover

Arizona, Nevada i bezkresna pustynia


Roślinność na Mojave Desert

Anomalie pogodowe. Piękna, dzika i nieokiełznana natura. Piekielnie gorące pustynie. Absolutnie monochromatyczna sceneria. Ludzie i najbliższe otoczenie rodem z dzikiego zachodu. Arizona i Nevada. Dwa stany, które nie licząc wspólnej granicy, waluty i języka są tak bardzo odległe od Kalifornii, że łatwiej mówić tu o różnicach niż podobieństwach. Zobaczymy cud natury, głęboki i gigantyczny, rozciągający się na kilkaset kilometrów Grand Canyon. Las Vegas, światową stolicę rozpusty, hazardu i rozrywki. Pokonamy skrajne upały na Mojave Desert. Najbardziej ulewna burza to co najwyżej mżawka w porównaniu do załamania pogodowego w Arizonie. Wprawiająca w zachwyt Tama Hoovera, monumentalna realizacja wielkiej myśli człowieka. Orzeźwiająca kąpiel w jeziorze Mead i porywistej rzece Colorado. Proste czynności, niezapomniane przygody i to co najważniejsze: wolność.

Miasto na pustyni


Wóz rodem z Dzikiego Zachodu

Droga do Las Vegas. Przed nami przeprawa przez Mojave Desert. Wybór jest dość ograniczony, Interstate 15 to jedyna autostrada przecinająca tą piekielnie gorącą pustynię. W samo południe palące słońce i lejący się z nieba żar jest niespotykany. To najgorętsze miejsce w jakim dotychczas przebywałem. Cierpimy nie tylko my. Nasz samochód się przegrzewa, momentami przy podjeździe pod górkę nie daje rady i wręcz zdycha. Z tego względu robimy regularne postoje i dzielimy pozostałą wodę na naszą trójkę, w tym chłodnicę samochodu. W takich warunkach spragnione auto wypija około pół galonu wody dziennie. Nigdy nie podejrzewałem,  prawie 50 stopniowe upały mogą być aż tak męczące! Na szczęście w kilku miejscach przy drodze znajduje się rest point. Punkt, w którym można się zatrzymać, uzupełnić zapas wody i chwilkę odpocząć w zacienionym miejscu. Wśród zatrzymujących się tu ludzi mało kto cokolwiek mówi, wszyscy mają zmęczony wyraz twarzy i wysuszone wargi. Zupełnie jakby od kilku dni nie mieli nic w ustach, a ostatkami nadzieli liczyli na to, że zjawi się ktoś na tej opuszczonej wyspie i ich uratuje.


Nowy Jork w centrum Las Vegas

Małymi kroczkami dojeżdżamy do celu. Las Vegas to miasto położone w samym środku pustyni; założone w 1906 roku i od tego momentu zaliczane do najbardziej dynamicznie rozwijających się miast świata. Dobrze się składa, że jest jeszcze stosunkowo wcześnie. Okazja aby zobaczyć jak to miasto prezentuje się w świetle dziennym. I tu pojawia się rozczarowanie. Wszystkie budynki przy głównej ulicy the Strip wyglądają dość tandetnie, tak jakby zostały wykonane z papieru, albo co najwyżej z dobrej jakości tektury. Repliki słynnych budynków w naturalnym oświetleniu wyglądają jakby miały się rozpaść przy mocniejszym podmuchu wiatru.

Może to tylko taki smutny dzień, ale obserwując ludzi w kasynach dostrzegam dużo zmartwionych twarzy. Klienci kasyn sprawiają wrażenie przegranych. Czasami mam skłonność do rozrywki w formie hazardu, jednak patrząc na tych wszystkich graczy odpuszczam sobie kasynowe rozrywki. Spacerąc po mieście pojawiają się zupełnie inne odczucia. The Strip w nocy robi niesamowite wrażenie. Cały świat w miniaturce. Statua Wolności i Empire State Building z Nowego Jorku, Wieża Eiffla z Paryża i Wielki Sfinks z Gizy to tylko niektóre reprodukcje do złudzenia przypominające przeskalowane oryginały.


Imponujące Vegas nocą

Główna aleja przepełniona ludźmi. Dużo świateł, migoczących reklam i przykuwających uwagę neonów. Tysiące możliwości wydania pieniędzy. Na każdym rogu odbywa się wyjątkowy i specjalny show, tylko dziś, tylko jutro, tylko w najbliższy czwartek, występ, impreza, spektakl i koncert na żywo. Samowystarczalne centrum rozrywki zasilane nadwyżkami portfeli tłumnie zjeżdżających się turystów szukających ucieczki od nudnego życia. Kasyna, hotele, kasyna, kasyna i hotele…. non-stop, dwadzieścia cztery siedem.

Niespodzianka pojawia się dopiero późno w nocy.  Deszcz! pada deszcz! Pierwsze krople z nieba od dwóch miesięcy! tak długo wyczekiwane! Ludzie cały czas żwawo przemierzają ulice. To właśnie fenomen "Vegas" – miasto na środku pustyni żyjące całą dobę.

Dzika Arizona

Lake Mead, sztuczne jezioro powstałe jako rozlewisko rzeki Colorado. Ta olbrzymia ilość wody podtrzymywana jest dzięki Tamie Hoovera. Jezioro czyste, ale miejscami niespotykanie grząskie i bagniste. Kąpiel to idealne rozwiązanie, aby odświeżyć się po fali upałów poprzedniego dnia i przy okazji trochę popływać. Hoover Dam rozgranicza dwa stany – Arizonę i Nevadę. To monstrualnie gigantyczna konstrukcja wprawiająca w zadumę. Do budowy tamy zużyto ponad 20 milionów ton cementu. Kontempluję głęboką szczelinę rzeźbioną od zarania dziejów przez rzekę Colorado.


Grząskie dojście nad jezioro Mead

Jeśli chodzi o stopień zagospodarowania i ucywilizowania to właśnie przenosimy się do innego świata. Patrząc na mapę po prostu wkraczamy do Arizony. Zupełna podróż w czasie. Wchodzimy do rozpadającego się, przydrożnego baru w klimacie oldschool. Pod werandą przy wejściu siedzi paru kowbojów w kapeluszach. Spędzają leniwe popołudnie, sączą amerykańskie piwo i grają w karty. O tak! Zawsze chciałem zjeść w takim miejscu hamburgera.

No to wchodzimy na wyżerkę. W środku panuje nieład, ale patrząc na tę aranżację jeszcze raz, okaże się, że wszystko ma swoje miejsce. Za kontuarem znajduje się duża tablica z wypunktowanym menu. Każda pozycja ma ręcznie edytowalną cenę. Nie zastanawiamy się długo. To pora na soczysty, tłusty i dobrze wysmażony, prawdziwie amerykański posiłek.


Przydrożny bar w Arizonie

Idziemy do samochodu. Nagle dostrzegam auto jadące pod prąd z zawrotną prędkością. Kilka sekund później ten rozpędzony kowboj uderza swoim pick-up`em w znak drogowy. Powoli, ledwo, ledwo, zjeżdża na pobocze. Podchodzimy do samochodu. Kierowcą okazuje się być około siedemdziesięcioletni dziadek. Ma rozciętą skórę na głowie i krwawi. Widać też inne gojące się, wcześniej opatrzone rany. Próbuje coś do nas powiedzieć, ale nie ma sił w płucach i ciężko go zrozumieć. Rozumiem tylko: "I’m not… feeling well…". Podchodzę do baru i pytam kowbojów z werandy czy go znają. Mówię, że ten człowiek potrzebuje pomocy. Nikt nie odwrócił wzroku od kart. Dopiero chwilkę później jeden z graczy spojrzał w moją stronę i powiedział: "yea…he’s alright".

To właśnie arizońskie podejście do życia; pełne spokoju i wolne od niepotrzebnych stresów. A jak się później okazało, ranny kowboj to lokalny wariat, który często miewa podobne przygody. Zrozumiałem na czym polega Arizona.

Wyjątkowość tego miejsca polega nie tylko na ludziach. W całej tej dzikości odnajdziemy rzeczy, o których istnieniu już zapomnieliśmy, albo przynajmniej nie byliśmy świadomi że istnieją.

Tankujemy na stacji benzynowej z innej epoki. Podnoszę wąż dystrybutora, a benzyna kapie jak z węża ogrodowego. Aby zaczęła się lać należy wcisnąć przełącznik, dystrybutor zaczyna coś mielić, wydaje wtedy dźwięk podobny do młynka do kawy, zaczyna pompować, a po paru sekundach płynie benzyna i można tankować. Jedziemy dalej. Cały czas towarzyszą nam niepowtarzalne widoki i zmieniający się krajobraz. Pustka, las kaktusów, niskie cierniste krzaki, skały albo szorstkie, wysuszone kępy trawy. W tle na przemian rozległa równina, nieregularne pagórki i wysokie góry aż po horyzont, na końcu tej niekończącej się, odrysowanej od linijki drogi.

Grand Canyon

W Arizonie nie trzeba się martwić o miejsce do spania. Z łatwością znajdujemy odosobniony brzeg jeziora Mead. Podjeżdżam autem pod samą wodę. Czas na wieczorną kąpiel w wygrzanej przez cały dzień przyjemnej, letniej wodzie. Śpimy w aucie. W nocy zrywa się przerażająca burza. Leje niesamowicie, a niebo przypomina stroboskop. Pioruny co chwilę walą na lewo i prawo. Jesteśmy tylko we dwójkę pięćdziesiąt, a nawet mniej metrów od epicentrum arizońskiego załamania pogodowego. W promieniu kilku kilometrów nie ma ani jednej żywej duszy. Jak przetrwać do rana? Istnieje zjawisko określanego mianem klatki Faradaya. Rama samochodu ochroni nas przed polem elektrostatycznym w razie uderzenia piorunu. Tak więc jedyne rozsądne co wypada zrobić to pozostać w samochodzie, możliwie najbardziej w środku i nie dotykać części metalowych.


Grand Canyon

To długa noc z małą ilością snu. Burza ustaje, a następnego dnia budzi nas poranne słońce. Jeszcze tylko kilkanaście mil i będziemy jednymi z pierwszych odwiedzających Grand Canyon. Jesteśmy na Guano Point w Hualapai Indian Reserve. W tą surową scenerie idealnie wkomponowuje się kopalnia, niegdyś czynna, dziś opuszczona i pozostawiona jako zabytek. Dostrzegam skały o nietypowych kształtach, gładkie, wypolerowane, a także ostre i szpiczaste. Dominują tu intensywne, pastelowe bordowo-czerwone odcienie oraz przechodzące w brąz, miejscami nasączone szarością. Między małymi odłamkami skał sprytnie przepełzają jaszczurki, tak aby możliwie szybko móc się ponownie ukryć przed palącym słońcem. Nisko, na samym dole, płynie mętna rzeka Colorado. Stojąc na szczycie kanionu ciężko uwierzyć, że tak głęboką przepaść mogła wydrążyć taka niewinnie wyglądająca rzeka.

Na parkingu okazuje się, że podjeżdżając wcześniej kilkanaście mil po żwirze i kamieniach przebiliśmy oponę. Powietrze schodząc stopniowo zeszło do zera. Całe szczęście, że udaje się to naprawić w położonym nieopodal serwisie. Zawsze to kolejny wydatek, ale dobrze, że mamy tylko tego typu problemy z autem, które spisuje się wzorowo.

Szeryf w Arizonie


Tama Hoovera

To nie koniec dodatkowych przygód. Jedziemy sobie beztrosko, już jakieś kilkadziesiąt mil, znacznie powyżej limitu prędkości. Po pewnym czasie dostrzegam, że jeep jadący już jakiś czas za nami to szeryf. W dodatku szeryf na sygnale, próbujący nas zatrzymać! Samochody po drugiej stronie jezdni zjeżdżają na pobocze, aby ułatwić policji pościg! W momencie zatrzymania wychodzą na raz wszystkie możliwie złe okoliczności. Po pierwsze zbyt szybka i nieprzepisowa jazda. Policjant na tylnim siedzeniu znajduje otwarte piwo, którego ostatniego wieczoru nie dokończyliśmy.  Nie mam przy sobie prawa jazdy, zostało w Kalifornii. Niezły klops! A gdzie ubezpieczenie? no, po długich poszukiwaniach udało się znaleźć w wielkiej stercie rzeczy ze schowka rozmaitości. Czy trafię do aresztu? czy dostanę mandat? Nasz szeryf początkowo zgrywa nieugiętego twardziela. Jednak z odrobiną perswazji i po chwili zastanowienia szeryf udaje się pójść na pewne ustępstwa. Arizończyk odpuścił! przyznaje pouczenie i każe nam się zamienić miejscami. Dodał też, że następnym razem na pewno trafię "in jail". Pierwsze potyczka z szeryfem jeden zero dla nas.

Davis Dam to druga tama na naszej trasie. Niestety okazuje się, że jest niedostępna dla zwiedzających. To nic. Tama Davisa oczyszcza wodę w rzece Colorado. Tuż po minięciu tamy woda jest bardzo przejrzysta i…. chlorowana! Kąpiel po całym dniu w arizońskim słońcu to coś wspaniałego. O piątej popołudniu temperatura powietrza utrzymuje się powyżej 110 stopni Farenheita (ok. 43 stopnie Celsjusza). Zimna, bardzo rwąca i czysta woda to prawdziwa ulga. Późnym wieczorem ostatkiem sił wracamy do Costa Mesa w Kalifornii. Cała nasza wycieczka to łącznie 950 mil. Dałoby się nieco skrócić pokonany dystans, jednak celowo ograniczyliśmy do minimum jazdę tymi samymi drogami. Doświadczyłem szoku widząc, ile może się zmienić w krajobrazie, zabudowie terenu i mentalności ludzi zaledwie przekraczając granicę stanu i jadąc w głąb kontynentu.

Parę ciekawostek:


Prosto przed siebie…
  • na ulicy The Strip w Las Vegas znajduje się 19 z pośród 25 największych hoteli na świecie (liczonych pod względem ilości pokoi)
  • Mojave Desert w Nevadzie była nieprzymierzalna przez wiele stuleci. Dopiero pod koniec XIX wieku Indianie okryli ścieżki, którymi idąc wzdłuż rzeki można było dostać się do Kalifornii.
  • jeśli rano jest skwar i świeci słońce, wcale nie oznacza, że za parę godzin nie będzie wielkiej ulewy
  • w zależności od miejsca gdzie tankujemy, w samej Arizonie możemy napotkać na różnicę cen paliwa rzędu 30%
  • podczas naszego pobytu, jednego dnia temperatura spadła poniżej 40 stopni dopiero po godzinie 18
  • Arizończycy to ludzie, którzy wiodą spokojne życie i niczym się nie przejmują

Przykładowe ceny:

Usługi, produkty i atrakcje

naprawa przebitej opony $35
galon benzyny: $2.8 – $3.6
wstęp na Grand Canyon pakiet podstawowy $30, Skywalk $75, pełen pakiet z helikopterem $200


Jedzenie i napoje

zestaw w fast-foodzie: $5-$8
kawa mrożona na stacij benzynowej: $2
obiad w przydrożnym barze: $5-$9
galon wody: $1
piwo w Las Vegas: $3-$5
six-pack piwa w sklepie $6-$8