Z plecakiem przez południowe Peru
Laguna de Huacachina
Laguna de Huacachina
Wysokościomierz wariuje jak sejsmograf podczas trzęsienia ziemi. Po raz kolejny
coś rozsadza mi bębenki w uszach, a moja w połowie pusta butelka z wodą
samoczynnie się zgniata. Całonocna podróż przenosi mnie z wysokości
ponad trzech kilometrów bezpośrednio nad poziom morza. Błądząc po południowym Peru poznaję przypadkowych ludzi,
jak zawsze wesołe dzieciaki, rzeźników i sprzedawców kawy oddanych swojej pracy; zatrzymują mnie miasta i
miasteczka, bezkresne pustynie, ukryte oazy i ruiny pradawnych cywilizacji.
Odwiedzam magiczne Cusco i najwyżej położone na świecie żeglowne jezioro
Titicaca.
|
|
Więcej…
|
W głębi peruwiańskiej puszczy
Mieszkanka wioski Tingo
Mieszkanka wioski Tingo
Tłumy szaleją, pojawiają się fajerwerki
(ale bardziej skromne, niż w innych częściach świata), a muzyka dobiega z
kilkunastu różnych źródeł. Rozpoczyna się odliczanie: diez, nueve, ocho, ...tres, dos, uno!
Nowy rok zawitał do peruwiańskiej miejscowości Mancora. Zrzucamy ubrania i wbiegamy do ciepłego
Pacyfiku, aby wśród wzburzonych fal z perspektywy wody podziwiać świętujący tłum
turystów z Peru i innych części świata.
|
|
Więcej…
|
Zapiski z Ekwadoru
Widok na Guayaquil z latarni w dzielnicy Las Peñas
Widok na Guayaquil z latarni w dzielnicy Las Peñas
Przemierzając Ekwador odwiedzam kilka ciekawych miejsc. Guayaquil
to prężne i nowoczesne miasto, które mimo swych rozmiarów (dworzec
autobusowy mógłby konkurować z wieloma międzynarodowymi lotniskami w Europie),
potrafi urzec kilkoma ciekawymi zakątkami. Jednym z takich miejsc jest Parque Seminario,
pełen iguan park tuż przy bazylice miejskiej.
|
|
Więcej…
|
Migawki z Kolumbii
Kolorowa grupa ulicznych muzyków
Kolorowa grupa ulicznych muzyków
Na granicy Wenezueli z Kolumbią słyszę kilka pytań. "W twoim kraju mówi się po
polsku,
prawda?" - przytakuję. - "Więc gdzie się nauczyłeś się języka hiszpańskiego?"
- "W podróży i z książek".
Pytania stają się coraz mniej formalne, "Jak powiedzieć "buenos dias" po polsku?" - odpowiadam,
że "dzień dobry", pracownik próbuje
powtórzyć, a następnie z uśmiechem na twarzy wbija pieczątkę do
paszportu. "Witaj w Kolumbii!". Myśląc o kwitnącym przemycie
kolumbijskiej kokainy i prawie darmowej benzynie w Wenezueli, można powiedzieć,
że to przejście graniczne jest zupełnie niestrzeżone. Tylko
moja dobra wola sprawia,
że przekraczając granicę dopełniam formalności paszportowych.
|
|
Więcej…
|
Północne Andy
Mieszkaniec okolic Apartaderos
Mieszkaniec okolic Apartaderos
Trafiam do andyjskiej miejscowości Merida w południowo-zachodniej Wenezueli.
Obecnie panuje tutaj
temporada baja, czyli niski sezon. W praktyce oznacza to brak turystów.
Sprzyja to działaniu na własną rękę, ale jednak utrudnia podejmowanie większych
wyzwań. Aby wejść na większość z tutejszych szczytów potrzebna jest kilkuosobowa
grupa, w tym ktoś znający trasę. Merida to baza wypadowa i średniej wielkości miasto, dość rozległe za sprawą niskiej zabudowy. Życie koncentruje się
w obszarze pomiędzy ulicami Calle 20 a Cale 28.
|
|
Więcej…
|
Tobago, esencja Karaibów
Sklep spożywczy w Plymouth, Tobago
Sklep spożywczy w Plymouth, Tobago
Przylot do Tobago w moim przypadku okazał się niezwykle prosty. Po
pierwsze, nie
wierzyłem, że mój bagaż tak łatwo dotrze, mimo zawiłej trasy.
Tuż po wyjściu
z samolotu chwytam plecak. Chwilę później, oficer imigracyjny pyta "Czy masz bilet powrotny?",
odpowiadam "Oczywiście" i
słyszę "Welcome to Tobago". Lubię kraje, w których relacje
człowiek-urzędnik opierają się na zaufaniu. Jest godzina 16:30. Na lotnisku, uwaga, impreza w
pełni. Ludzie tańczą, piją
rum White Oak z colą i zimne piwo Carib. Wystrojone Tobagijki
rozmawiają przez telefon, układają
sobie włosy i podrygują w rytm muzyki.
|
|
Więcej…
|
Synaj na rowerze
Ukryta zatoka, półwysep Synaj
Ukryta zatoka, półwysep Synaj
Tamar, dziewczyna spotkana na pustynnej oazie w Izraelu zmieniła nasze plany.
"Jordania jest jak Izrael dwadzieścia lat temu, pojedźcie na Synaj, a zobaczycie
coś zupełnie magicznego". Pamiętam dobrze ten błysk w oczach i usta mówiące
prawdę. Mija kilka dni i dojeżdżamy do Egiptu na naszych rowerach. Towarzyszy
nam krajobraz czysto pustynny. Wokół wysokie góry, które tworzą męczące podjazdy.
Na szczęście szybkie zjazdy zapewniają odrobinę ulgi. Popołudniowe słońce rzuca ciepłe, długie
cienie na tajemnicze skaliste wybrzeże Arabii
Saudyjskiej po drugiej stronie wąskiej Zatoki Aqaba.
|
|
Więcej…
|
Izrael na dwóch kółkach
Czasem można odnieść wrażenie, że pół Izraela to jeden wielki poligon
Czasem można odnieść wrażenie, że pół Izraela to jeden wielki poligon
Zamiast obiecanego słońca i upałów tuż po przylocie wita nas ulewny deszcz. Parę
wnikliwych pytań służby imigracyjnej, pieczątka wbita i jesteśmy w Izraelu. Nasz znajomy Ohn
Debby odbiera nas z lotniska. Dobrze się składa, bo nie musimy teraz pedałować w
ulewnym deszczu po ciemku. Przemieszczamy się 50 kilometrów na północ do
miejscowości Netanya. Izrael z łatwością można podzielić na dwie części.
Zielona, kwitnąca północ i suche, pustynne południe. O ile północ kraju
przypomina skrzyżowanie Europy z USA, to południe jest już całkowitym odludziem
i miejscem, gdzie można poczuć autentyczny klimat Bliskiego Wschodu. Pierwsze kilka
dni dzięki gościnności Ohn'a spędzamy na poznaniu północnej części
Izraela.
|
|
Więcej…
|
Tropiciele bomb
Ekipa UXO Lao w pracy terenowej
Ekipa UXO Lao w pracy terenowej
Puste ulice Phonsavan przypominają opuszczone pustynne miasto gdzieś
na Bliskim Wschodzie. Tajemnicze zaułki wypełnia palące słońce, a jaskrawe,
niebieskie niebo z zawieszonymi wysoko drobnymi chmurami ciekawie kontrastuje z
architekturą w kolorze piaskowca. Ciszę zakłócają przemieszczające się auta
terenowe 4x4, riksze i motocykliści. Wypożyczam motor i odwiedzam Plain of Jars Site 1. Nawet ten turystyczny obiekt nie został do końca
pozbawiony UXO, czyli unexploded ordnance, pozostałości z amerykańskich
bombardowań w latach 70-tych. Postanawiam poszukać śladów działań wojennych.
|
|
Więcej…
|
Laotańskie dzienniki motocyklowe
Podczas, gdy czterech kumpli podeszło do płotu, piąty schował się za drzewem
Podczas, gdy czterech kumpli podeszło do płotu, piąty schował się za drzewem
Bolaven Plateau to położony na wysokości 1000-1350 metrów płaskowyż w
południowym Laos. To rejon słynny z malowniczych wodospadów, docierając do
których natrafimy na drobno rozsiane wioski zamieszkałe przez plemiona
mniejszości etnicznych. Pakujemy niezbędne minimum, wspólny ręcznik, pastę do zębów, zapasową koszulkę
i śpiwór. Ruszamy na podbój Bolaven Plateau na naszym japońskim, niezniszczalnym
mopedzie Suzuki 110cc, którego wytrzymałość zostanie poddana żelaznej próbie na
trudnych i stromych odcinkach szutrowych.
|
|
Więcej…
|
|
|