25 lip 2010 |
|
Kraina AlentejoNa targowisku rybnym w Aljezur kupujemy dorady na grilla. Po drodze odwiedzamy małe miasteczko rybackie Vale dos Homens, zwiedzamy zamek i zatrzymujemy się w Odeceixe. To spokojne miejsce, ludzie z rzadka pojawiają się na ulicach, a graniczy ze szczęściem spotkanie osoby zajętej najbardziej pospolitą czynnością. Nam udaje się spotkać staruszka leniwe czytającego gazetę na drewnianej ławce w cieniu drzewa oliwkowego. Jeden niebiesko-biały wiatrak to wizytówka i duma miasta. Odrestaurowany, jakiś czas temu zaczął ponownie działać i stanowi obecnie atrakcję turystyczną Odeceixe. Mimo wszystko, miejsce to tchnie marazmem. Wywieszona tabliczka z godzinami otwarcia niczego nie zmienia. Nie ma tu nikogo kto by się kwapił wpuścić do środka dwójkę zagubionych przybyszów. Na ulicy kilku autochtonów przy luźnej, beznamiętnej wymianie zdań leniwie wyczekuje zachodu słońca . To pierwsze impresje Alentejo. Przygotowania i patroszenie ryb pochłaniają czas i przez nieuwagę przegapiamy zachód słońca. Na niebie pojawiły się już tysiące gwiazd. Uczucie przebywania w dziewiczych miejscach cały czas nam towarzyszy. A cywilizacja jest tylko "na żądanie". Vilanova de Milfontes to zadbane miasto, w odróżnieniu od innych zamieszkałe przez młodych ludzi i tętni życiem mimo leniwej, południowej pory. Odwiedzamy zabytkowy fort Milfontes z lat 1599-1602, niegdyś chroniący przed atakami piratów, dziś atrakcja turystyczna w rękach prywatnego inwestora. Nieopodal znajduje się zatoka z łodziami rybackimi. Kawałek poza miastem na Praia do Farol, tam gdzie ledwo dostrzegalna latarnia wygląda jak lampka przyczepiona do małego budynku, podziwiamy ponad trzymetrowe fale. Olbrzymie masy wody jakby w zwolnionym tempie z hukiem roztrzaskują się o powierzchnię wody. Mijamy Malhão i tuż przy Ribeira da Azenha skręcamy w lewo, aby po paru kilometrach drogą szutrową dotrzeć w odosobnione miejsce nad oceanem. Kolejne dni mijają na poszukiwaniu podobnych surfspotów. W drodze do zatrzymujemy się, aby zobaczyć grubą korę drzew korkowych. Po obdarciu na rdzeń drzewa ma intensywny ceglasty kolor. Pełna regeneracja i możliwość pozyskania kory po raz kolejny nastąpi za 9-12 lat. Średnio w cyklu życia każde drzewo wytworzy 12 partii korków, wykorzystywanych powszechnie w tutejszych winiarniach. Natura jest bardzo praktyczna i to nie ewolucyjny przypadek, że drzewa korkowe rosną tam, gdzie uprawia się winogrona. Sines to zadbane portowe miasto. Odwiedzamy muzeum Vasco Da Gamma, aby poznać podróże wielkiego żeglarza. Urodzony w Sines i żyjący w latach 1469-1524 Vasco Da Gamma odkrył drogę morską do Indii. Ustanowił w ten sposób niezwykle istotny dla rozwoju ówczesnych cywilizacji szlak handlowy. Swoimi zasługami zdobył uznanie całego świata, a w Portugalii uważany jest za bohatera narodowego. Evora to miasto-zabytek. Chodząc po ulicach w ścisłym centrum otoczonym murami poznajemy zakamarki i poszczególne ekspozycje tego przypominającego wielkie muzeum miasta . Zasiadamy w punkcie centralnym na Praça do Giraldo. Moja krótka wymiana zdań z siedemdziesięcioletnim pracownikiem odpowiedzialnym za obsługę toalet jest bezskuteczna. Mimo szczerych chęci nie jestem w stanie zrozumieć ani słowa. Może to dlatego, że jest lekko podpity, mówi lokalnym dialektem i ucina końcówki i tak już ledwie zrozumiałych portugalskich sylab, a na dodatek ma wadę wymowy. W Evorze warto zabłądzić. Odwiedzamy liczne zieleni miejskiej, hodowlę pawi, oglądamy budynki i ruiny budynków. W mieście znajduje się wybudowany w XVI wieku Aqueduto da Água de Prata, czyli akwedukt srebrnej wody. Użytkowa budowla sięga na odległość prawie dziesięciu kilometrów, a w jej miejskiej części, pomiędzy łukami zgrabnie wkomponowane zostały liczne kawiarnie i sklepy. Opuszczamy centrum i trafiamy do przyjemnej restauracji Agruta, do której zaglądają tylko localesi. Obowiązuje system numerkowy, czekamy więc, ale pojawia się tęgi kelner i zabierze nas do zakamarka na zapleczu poza kolejką. Nie ma co się długo zastanawiać, specjalność zakładu to franga no churrasco com batata frita z sałatką warzywną i sosem vinegrette. Vinho jarro, dzban domowego czerwonego wina to polecany przez kelnera dodatek do naszej gigantycznej porcji kurczaka z frytkami. Megalityczny brak paliwaZakupy. Pachnąca bagietka, jamon curado i chorizzo to portugalskie smaki. Na zachód od Evory trafimy na neolityczne zabytki datowane na ponad 5000 lat p.n.e, czyli z kresu epoki kamienia. To nieprzypadkowy układ megalitów, wielkich głazów o charakterze kultowym i prawdopodobnie również znaczeniu astronomicznym. Te dodatkowe kilka kilometrów przyprawia nas o kolejną przygodę. Stacji benzynowych po drodze brak, a wskaźnik paliwa od dłuższego czasu wskazuje zero i błaga, aby coś dolać do baku. Cudów nie ma i parę kilometrów dalej kończy się paliwo. Przy dużej prędkości udaje mi się przejechać siłą rozpędu kilkaset metrów, co było dość złą decyzją, bo teraz z silnika unosi się niepokojący swąd spalenizny. Pozostaje poszukiwanie stacji benzynowej. Biorę w rękę pięciolitrowy baniak podobnie jak mieszkańcy Afryki biorą żółte kanistry na wyprawę po wodę. Po paru charknięciach i zgrzytach niezawodny Yellow Surfin' Bird odpala. I limity znów przestają istnieć. listopad 2009 |
| Share |

