06 lip 2009 |
|
HondurasPierwsze wrażenia jak najbardziej pozytywne - Copán to zadbane i spokojne miasteczko. Duże zróżnicowanie wysokości, strome uliczki i wybijające się palmy w centrum ułatwiają orientację. Transport miejski ułatwiają czerwone riksze, wszędobylskie na tutejszych brukowanych alejkach. Po zaciętych poszukiwaniach odnajdujemy miejsce przypominające przystanek, dodatkowym utrudnieniem przy wydostaniu się z miasta są losowe godziny kursowania autobusów. Udaje nam się jednak trafić na taki, który zabierze nas do Aguas Calientes. Aguas Calientes to naturalne gorące źródła, położone pół godziny drogi od Copán, otoczone ze wszystkich stron plantacjami kawy. Na szczęście jesteśmy jedynymi gośćmi, może dlatego, że tak trudno się tu dostać. Odpoczywamy w stworzonym w naturalnych warunkach gorącym jacuzzi z bieżącym przepływem wody, a spacerując strumykami, w gąszczu tropikalnej roślinności odnajdziemy główną atrakcję, czyli naturalną saunę. Potok gorącej osiemdziesięciostopniowej wody bijącej ze źródła styka się z lodowatym strumieniem, w ten sposób powstaje naturalna sauna. Siedząc na umieszczonych kilka metrów wyżej kamieniach poddajemy się odprężającej terapii. Cała scena obserwowana z perspektywy gorącego jacuzzi wygląda niczym położony w sercu dżungli raj na ziemi. Trudno opuścić takie miejsce; gdy się już na to zdecydowaliśmy, okazuje się, że jest za późno by złapać jakikolwiek autobus powrotny. Idziemy więc wzdłuż drogi i trafiamy do pierwszej napotkanej gospody. Po dłuższych negocjacjach udaje nam się zabrać na pace pickupa szwagra gospodarza, który akurat wybiera się do Copán. Wracamy po zmroku, w centrum miasta jest głośno, huczno i wesoło. To Hurricane Party, ostatni huragan ominął Honduras, wszyscy świętujemy! Na początek dnia idziemy na licuado de frutas con leche czyli energetyzujący deser przygotowywany z wybranych przez nas owoców tropikalnych zmiksowanych razem z dodatkiem mleka. Kolejny cel to Hacienda San Lucas, rodzinne gospodarstwo prowadzone nieprzerwanie od ponad stu lat . Dojście pieszo zajmuje około półtorej godziny, ale wspinając się na wzniesienie pojawiają coraz bardziej zachwycające widoki na całą dolinę Copán i malowniczo płynącą przez nią rzekę. Hacienda San Lucas otoczona jest poletkami z przeróżnymi roślinami uprawnymi. Zaczynając od tych bardziej pospolitych, czyli kawy, bananów i cytrusów po najdziwniejsze egzotyczne owoce, które widzę tutaj po raz pierwszy. W trakcie błądzenia po plantacjach napotkane honduraskie dziewczynki wskazują nam drogę do miejsca, w którym można uchronić się od deszczu. Dziewięcioletnia Helen jako jedyna uczęszcza do szkoły i zna podstawy angielskiego. Dzieci w wieku zaledwie pięciu, dziewięciu lat zajmują się sprzedażą lalek, które są ręcznie wykonywane przez ich mamy. To miłe uczucie chociaż w ten sposób pomóc i zobaczyć w zamian szczery, odwzajemniony uśmiech. Wybierając trasę powrotną poprzez gąszcz nie kierujemy się mapą, aby stanowiło to większe wyzwanie. W kwestii spornej na temat wyboru trasy dzielimy się na dwie grupki. Przedzieramy się przez chaszcze i po pewnym czasie odnajdujemy się w punkcie wyjściowym. Jeszcze jedno podejście. Napotykamy na zdezelowaną drewnianą chatkę, która wygląda jakby jej ewentualny właściciel od dłuższego czasu nie zawracał sobie głowy naprawami i łataniem dziur (ale sprawia wrażenie zamieszkałej). Następnego dnia zmierzamy na południe. Parę ciekawostek:
|
| Share |

